Polecamy:
- krav maga warszawa
- wypożyczalnia samochodów
- kosmetyki
- hotele Gdańsk
- Polecamy nasze noclegi Wisła- wysoki komfort.
- egipt
- projekty domów
- kancelaria poznań
- szablony malarskie
- Noclegi Zakopane
- projekt domu
A A A

Zagadki Gandhary

Głównym bogiem Jawanów był Gandharos, eklektyczny twór będący połączeniem Zeusa i indyjskiego boga-byka Siwy. Nie bez kozery Hezychiusz, aleksandryjski gramatyk z V wieku n.e., wspomina o Gandharosie — Taurokracie Indii. To zapewne od imienia tego bóstwa cały kraj Jawanów leżący między rzekami Kunar i Indus nazwano Gandharą (Grecy, którzy zamieszkiwali tę krainę, zwali ją częściej Nową Helladą).

Rządy Jawanów w Indiach nie trwały długo. W sto lat po Aleksandrze królestwo ich legło w gruzach, a język uległ zapomnieniu. Hermajos — ostatni grecki władca tych stron — w 30 roku p.n.e. porzucił swą stolicę i uciekł w góry. Od tej pory Hindukusz począł się szybko reorientalizować. Pojawiły się na nowo wschodnie dynastie i wschodnie języki. Grecy opuścili królewskie pałace, wycofując się do swych ostatnich „warowni" — do artystycznych pracowni i rzemieślniczych warsztatów. W dziedzinie sztuki, rzemiosła i architektury ich autorytet był wciąż przeogromny. Hellenistyczna estetyka przetrwała w Indiach jeszcze przez wieki, dając znać o sobie nawet w czasach, gdy woloocy Jawanowie dawno zostali już zapomniani.

Sztuka Gandhary jest swoistym fenomenem — dowodzi ona niezwykłej siły i żywotności sztuki... greckiej. Helleński ideał piękna, prawdziwie grecki kult proporcji ciała ludzkiego zdołały przezwyciężyć twarde rygory religii wschodnich. Pod misternie udrapowaną, przylegającą do ciała, „mokrą" szatą Buddy nietrudno dopatrzyć się precyzyjnego rysunku muskulatury i szczegółów-anatomicznych. Wśród wielorękich potworów i demonów, od których pękają w szwach wschodnie panteony, Budda jest niesłychanie ludzki i spokojny, słowem — utrzymany w konwencji estetycznej antyku śródziemnomorskiego. W jego twarz można się wpatrywać godzinami. Ujawnia ona niezwykłe pomieszanie cech greckich i wschodnich (indyjskich). Mimo iż szeroka i orientalna jest to niewątpliwie twarz Apollina — greckiego boga ładu, spokoju i harmonii. Jest przecież Apollo tym bóstwem, które oczyszcza z grzechów, opiekuje się trzodami i przynosi ukojenie. Tym samym jest jego wschodni odpowiednik: Budda.

Obaj bogowie są ponadto orędownikami umiaru i łagodności. Motto wypisane na frontonie świątyni Apollina w Delfach: Meden Agan („Niczego za wiele"), może z powodzeniem uchodzić za życiowe „credo" każdego buddysty. Nie bez kozery gandharskiego Buddę otaczają stwory z mitologii Wschodu i greckie bóstwa, takie jak Demeter ż rogiem obfitości, Nike i Herkules z nieodłączną maczugą.

Jak zaczęła się ta fascynująca przygoda artystyczna Greków na Środkowym Wschodzie? Pokutują tu do dziś dwie sprzeczne ze sobą teorie. Jedni uczeni chcieliby w sztuce Gandhary widzieć kontynuację sztuki greckiej Baktrii, inni zaś doszukują się w niej elementów sztuki rzymskiej. Spór obu szkół daleki jest od zakończenia. Obie strony mają jeszcze dużo amunicji. Argumentów nie brakuje, dostarczają ich bowiem wciąż nowe wykopaliska. Jedno trzeba tylko przyznać: na terenie całego Afganistanu i Pakistanu nie znaleziono przykładów sztuki „par excellence" rzymskiej. Importowane przedmioty zbytku odkopane w Begram czy w Taksili nie pochodzą z Rzymu, lecz ze wschodnich miast cesarstwa, takich jak Antiochia, Dura Europos lub Aleksandria Egipska.

Greccy artyści — których „importowano" nawet chętniej niż gotowe wyroby — tworzyli wychodząc naprzeciw specyficznemu smakowi i upodobaniom estetycznym ukształtowanym przez wieki greckiego panowania na tych terenach. Wykopaliska w Taksili koło Peszawaru pokazały, iż miejscowa arystokracja w dziedzinie sztuki kierowała się prawdziwie hellenistycznymi upodobaniami. Wobec wielu przedmiotów znalezionych na tym stanowisku, archeolodzy do dziś nie są pewni, czy wykonano je na miejscu, czy też sprowadzono z ptolomejskiego Egiptu lub z Syrii Seleucydów.

Zwiedzając muzeum w Taksili, pełne artefaktów dekorowanych sprośnymi scenami z mitologii greckiej, nie uwierzylibyśmy, że Gandhara była królestwem mnichów. A jednak.

Średniowieczny historyk tybetański Taranath podaje, iż w Gandharze żyło 30 tysięcy zakonników. Z jego opisów wynika, iż skały w Afganistanie i północno-zachodnich Indiach kryły w sobie niezliczoną liczbę cel mnisich, które przepychem dekoracji i rozmiarami przewyższały skalne klasztory w Tybecie.

Zniszczenie Gandhary przez hordy Białych Hunów było aktem barbarzyństwa, dla którego nawet w krwawych i tragicznych dziejach Wschodu próżno by szukać analogii. Klasztory legły w gruzach, mnisi zostali wymordowani, kwitnące ongiś miasta podupadły, a pola przemieniły się w pustynie. Zniszczenia były tak wielkie, że przypominały bardziej jakiś straszny naturalny kataklizm niż działalność człowieka. Chiński poseł Hiuen Tsang, wędrujący w VII wieku n.e. przez Hindukusz zastał Gandharę pustą i wyludnioną. Gdzieniegdzie tylko gromadki mnichów wegetowały w na poły zniszczonych klasztorach. Miasta, zakładane niegdyś przez osiedleńców Dariusza Wielkiego i weteranów Aleksandra, zostały opuszczone raz na zawsze. Greccy rzemieślnicy artyści, którzy uniknęli śmierci, opuścili Nową Helladę i pomaszerowali w poszukiwaniu pracy — jedni na wschód, inni na zachód. Część niedobitków schroniła się w górach Afganistanu, w kraju zwanym grecka Paroparnisadą. Tam w mieście Begram otoczonym wieńcem ośnieżonych szczytów mieli swą letnią rezydencję greccy królowie Taksili, tam, w niedostępnych dolinach najdłużej utrzymało się władztwo „wolookich": ostatni — jak pamiętamy — grecki król tych okolic, imieniem Hermajos, panował do 30 roku p.n.e.

W Afganistanie już od samego początku sztuka grecko-buddyjska zyskała doskonałe warunki rozwoju. W górzystej Paropamisadzie, gdzie ciągle jeszcze obok Buddy czczono Zeusa i Dionizosa, wyrosło kilka szkół rzeźbiarskich, które z czasem przewyższyły ośrodki indyjskie. Najważniejsza z nich powstała w Haddzie leżącej w dolinie rzeki Kabul, niedaleko dzisiejszego Dżalalabadu, druga w dolinie Bamijan, leżącej w samym sercu Hindukuszu. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku wykopaliska francuskie odsłoniły w Haddzie całe miasto mnichów, a w nim ponad pięćset relikwiarzy zwanych stupami).

W pracowniach haddyjskich mistrzów pracowano głównie nad miniaturami. Ulubionym materiałem był tam stiuk. Wykopaliska Francuzów wydobyły na światło dzienne tysiące małych stiukowych rzeźb miniaturowych reliefów, wykonanych w kości słoniowej, w drzewie i w kamieniu. Niektóre z haddyjskich płaskorzeźb nastrojem i kształtem figur przypominają do złudzenia styl gotycki, który w Europie rozpowszechnił się dopiero w początkach XII wieku. Głowy demonów z Haddy mogłyby z powodzeniem zdobić fasady francuskich katedr. W tutejszych rzeźbach zadziwiająco mało jest orientalizacji; są one za to bardzo foremne, ekspresywne, na wskroś „europejskie".

Francuzi prowadzili prace wykopaliskowe w Haddzie od 1923 do 1928 roku. Chyba nigdy przedtem ani potem żadnej ekipie nie udało się w tak krótkim czasie zebrać tak bogatych „plonów". Francuscy archeolodzy wykopali z ziemi haddyjskiej 30 tysięcy (!) większych i mniejszych przedmiotów sztuki, które dziś znajdują się w paryskim Muzeum im. Guimeta i w Muzeum Narodowym w Kabulu. Z przeszło tysiąca zidentyfikowanych stup rozkopano blisko pięćset. O bogactwie tego stanowiska niech świadczy zawartość jednego tylko relikwiarza, zwanego Tapa Kalan (Wielkie Wzgórze), z którego angielski obieżyświat i dziennikarz Charles Masson wydobył szkatułę wykładaną miedzią pełną paciorków ze złota, srebrną kasetę, w której była następna szkatuła ze złota ozdobiona olbrzymim szafirem i wianuszkiem szmaragdów oraz skrzynię ze srebra z pokrywą w kształcie piramidy. Wewnątrz znajdował się kawałek kryształu górskiego oraz mała kasetka ozdobiona srebrnymi monetami i małymi kamieniami półszlachetnymi. Oprócz tego szczęśliwy znalazca wygrzebał ze zwałów Tapa Kalan: 325 monet, sześć pierścieni z gemmami, 62 obrączki... Uff, można by tym było zapełnić spory sklep jubilerski.

Hadda — centrum sztuki grecko-buddyjskiej — przetrwała do końca X wieku n.e. Przeżył ją tylko „ogród kolosów" w Bamijan, gdzie w zielonej urodzajnej dolinie w cieniu ogromnych posągów kwitło życie i rozwijały się sztuki piękne aż do najazdu Mongołów w XIII wieku.